poniedziałek, 3 lutego 2014

211

 fot. mia mama

Zapiekam sobie dziś buraki, będą pyszne na kanapce.
Podjeżdżam nocą do piekarni, gdzie ten, co zawsze, pan piekarz z jego minami.
W międzyczasie odwożę Oza do jego mieszkania (głupia ta ksywa, wiem, to się nawet nieźle składa, bo śmiech zawsze pożądany). Nawet trochę siedzimy i gadamy, pyta o weekend, ja nie pytam o nic.
W drodze powrotnej Wasowski. I wiecie, co?
Nie jest łatwo. Ale.

ja na przykład...
lubię być szczęśliwa,
strasznie lubię być szczęśliwa

nie wiem jak tam z wami bywa,
może macie inny gust

a ja lubię, lubię być szczęśliwa
pasjami lubię być szczęśliwa

i prócz szczęścia nie mam chyba 
żadnych w życiu bóstw
Jerzy Wasowski / Dorota Miśkiewicz Lubię być szczęśliwa

niedziela, 2 lutego 2014

212

 fot. A.

Zastanawiam się od dłuższej chwili, co tu właściwie napisać.
Że mi dobrze?
A co sobie wtedy dopowiecie, wy wszyscy, co zawsze doskonale wiecie, co ja mam na myśli?
I czego nie będziecie chcieli zrozumieć wy, co nie przyjmujecie do wiadomości zmian we mnie?

Nie jestem tylko pewna, czy powinnam się tym przejmować...

Dopisujcie sobie. Albo trzymajcie mnie dalej w szufladkach.
To jest wasze.
A moje: że mi dobrze.

Pałeczkami, rzecz jasna, nie umiem się jeszcze posługiwać, ale się nauczę.
Na kolację jem samosy (nie pałeczkami), dziwna praktyka - zrobić ostre ciasto i totalnie płone nadzienie.

Znaliście wcześniej słowo "płone"?

sobota, 1 lutego 2014

213

 fot. A.

Dzień dochodzenia do siebie. Co zresztą można interpretować także całkiem szeroko.

Myślę czasem, że mam teraz tak naprawdę bardzo niewielkie wymagania.
Czuć się zaopiekowana.
Syta.
Czuć ciepło.
Pójść do kina.
Proste potrzeby, które jednak aktualnie stosunkowo rzadko są zaspokajane.
I ma to też dobre strony - doceniam, kiedy wreszcie tak się dzieje. Nawet, jeśli nieczęsto, a może zwłaszcza właśnie dlatego.

Teraz potrzebuję właśnie tak. Biorę, kiedy ktoś daje. Próbuję sama dawać coś od siebie.
Nie zamykać się na nic. Nie odsłaniać zarazem zbyt mocno.