piątek, 25 lipca 2014

39

 fot. Artur

Chciałabym czuć się dziś lepiej, trochę za dużo zmęczenia. Ale też spokój, wyczekany, ważny, cudownie zwyczajny spokój.

... czy ja umiem dziękować? Przyznać się do wdzięczności?.. Tak się boję tego uczucia, bezbronności, którą za sobą niesie. Zobacz - dziękuję ci, tym samym przyznaję, że to, co zrobiłeś, było dla mnie ważne. Dziękuję, że jesteś - przyznaję, że ty jesteś dla mnie ważny. Nie skrzywdzisz mnie? Przecież nie wiem, czy mnie nie skrzywdzisz.

Na tym zmęczeniu, przygotowuję pastę marchewkową i wychodzi idealna. Zapiekam buraki, to zawsze pewniak. Świeże kiełki wędrują do lodówki, Artur dodaje oliwy do hummusu, namaczam ciecierzycę na falafele. Lubię karmić i być karmiona, uwielbiam nie jeść sama.

czwartek, 24 lipca 2014

40

fot. mia mama

Chyba widać, że pokonał mnie ten dzień. Ostatecznie, udało mi się zrobić sporo z tego, co zaplanowałam, ale znowu jestem nieprzytomna ze zmęczenia. Chcę jeszcze pomalować paznokcie - obym je namierzyła.
No, ale okres nadal niemal jak w zegarku, to się chwali.

Ostatnio na tapecie stale temat radzenia sobie. Redefiniowanie tego sformułowania. Przyjmowanie, że zmiana planów nie oznacza od razu, że sobie nie radzę. Może nawet, skoro ona mnie wcale nie zabija, oznacza właśnie, że jest zupełnie dobrze? (Oczywiście, nie w jakimś bardzo szerokim sensie.)
Odkąd pamiętam, wiele zjawisk, swoich cech, talentów, uznawałam za oczywiste. Moja siostra zresztą miewa podobnie. A to utrudnia docenienie siebie, wręcz zostawiając sporo pola dla wynajdywania niedociągnięć, niedoskonałości. Nie mam własnego mieszkania, nie zrobiłam kariery, włoski na łydkach nadal wrastają, na koniec miesiąca w lodówce tylko przeciąg - to tylko niektóre z argumentów za tym, że sobie nie radzę. Bo przecież to, że nie nałykałam się tabletek, nie pozwoliłam sobie na gapienie się w sufit, mam pracę i chodzę do niej, choć powiedzmy, że nie jest wymarzoną; to, że nie umieram z głodu i to, gdzie będę za 3 tygodnie - to nic..?

Odkrywanie, że to wcale nie nic, zajęło mi długie miesiące. Przyjęcie tej prawdy jeszcze trwa.
Jeśli dla was to najbanalniejszy z faktów, trochę zazdroszczę; może po prostu mądrych wychowawców, trudno powiedzieć, nie umiem już za bardzo myśleć... idę sprawdzić, gdzie mam paznokcie i czy rozróżniam jeszcze kolory.

środa, 23 lipca 2014

41

 fot. Łu

Próba pakowania zakończona większym sukcesem, niż się spodziewałyśmy, więc dla jej uczczenia upijamy się ochoczo jednym piwem.
Trasa obejrzana, kieszonkowe zaplanowane.
Dzień Włóczykija obchodzimy więc jak należy.
Wszystko się po prostu dobrze układa. Obie to czujemy. Jest tak spokojnie.

O czym zapomniałyśmy?